Formy kreatyny - czym się różnią i które kupować?

Paweł Szewczyk 25.07.2019

Doceń nas:
Formy kreatyny - czym się różnią i które kupować?

Od lat dyskutuje się zasadność wprowadzania do protokołu suplementacyjnego rozmaitych, bardziej zaawansowanych i nowocześniejszych form kreatyny. Zgodnie z zapewnieniami producenta forma podstawowa – monowodzian kreatyny (znana szerzej pod nazwą monohydrat – ma być formą przestarzałą, mało skuteczną i łatwo konwertującą, szczególnie w kwaśnym środowisku (pomyśl o tym, że w żołądku mamy kwas solny… świta?), do nieaktywnej kreatyniny. Jak jest w rzeczywistości?

Nauka w obronie monohydratu kreatyny?

Zaznaczyć należy, iż monohydrat to związek, jak wspomniałem, podstawowy. W związku z tym jest najstarszy i najdłużej dostępny na rynku. Idąc dalej – dzięki wieloletniej obecności jest jednocześnie najlepiej przebadanym, a nauka wie o nim chyba wszystko…

Owszem, kreatyna jest przekształcana do kreatyniny, która to nie wpływa na poprawę możliwości sportowych osoby aktywnej, jednak warto wspomnieć, że konwersja ta dotyczy jedynie niewielkiej ilości związku aktywnego, a niejednokrotnie zaznacza się wręcz, że skoro dostępność monohydratu jest bliska 100%  - różnice pomiędzy nią, a jakąkolwiek, hipotetycznie lepszą, formą będą pomijalne.

Dotychczasowe badania naukowe pozwoliły na porównanie skuteczności naprawdę wielu nowatorskich form kreatyny względem formy podstawowej. Nim jednak przejdziemy do skuteczności warto zatrzymać się na aspektach zawartości „kreatyny w kreatynie”. Tak jest – kreatyny w kreatynie bo tak jak zawartość mięsa w wędlinie może być diametralnie różna, tak również czystej kreatyny w związku chemicznym. Zawartość kreatyny w monohydracie wynosi ok. 88% (100% osiąga jedynie kreatyna bezwodna), w innych związkach… jest tylko gorzej. Jabłczan to niespełna 75% zawartość kreatyny, a orotonian już poniżej 48%. Czujesz różnice?!

Teoria teorią, co na to praktyka?

Wszystkie z dotychczasowych badań do których udało mi się dotrzeć dokumentują co najwyżej porównywalny wpływ formy „nowatorskiej” w porównaniu z monowodzianem. W zdecydowanej większości monohydrat przoduje i to znacznie. Ester etylowy, forma buforowana, magnezowy chelat, fosforan… No cóż, niestety – porażka. Nigdy dotychczas nie udało się odnotować lepszych skutków pod jakimkolwiek względem dzięki zastosowaniu formy innej niż najpopularniejsze (i najtańsze zarazem!) mono.

Podsumowanie

W 99% przypadków nie ma najmniejszego sensu sięgać po formę inną niż monohydrat kreatyny. Będzie to nie tylko mniej skuteczne (a w najlepszym wypadku porównywalnie), ale także zdecydowanie droższe – często nawet parunastokrotnie. Dlaczego mówię o 99%? Część z Was może odczuwać dyskomfort żołądkowo-jelitowy związany z suplementacją monohydratu keratyny. W większości przypadków wystarczy prosty zabieg – zażywanie suplementu do lub po posiłku (nigdy na czczo. Niektórym niestety to „nie wystarcza”. W takim wypadku możecie spróbować wymienić monohydrat na jabłczan, który w większości przypadków jest lepiej tolerowany. Jeśli problem tolerancji nie dotyczy Ciebie – nigdy nie rezygnuj z mono!


Literatura:

http://www.pzp.umed.wroc.pl/pdf/2015/5/4/409.pdf


Komentarze

Zgłoś naruszenie