Odżywka białkowa - Jak wybrać dobre białko serwatkowe? Część 2

Wojciech Kozla 01.02.2019

Doceń nas:
Odżywka białkowa - Jak wybrać dobre białko serwatkowe? Część 2


W poprzedniej części (którą znajdziecie TUTAJ) przedstawiono klika (z wielu) nieuczciwych praktyk, których ofiarą padają konsumenci odżywek białkowych. W niniejszej części przedstawione zostaną kolejne praktyki, które mają drenować kieszenie konsumentów przy możliwie jak najniższym koszcie.

Protein spiking – level hard

Glicyna – aminokwas o budowie tak prostej, że znaleziono go nawet na powierzchni meteorytu Ivuna, który spadł w Tanzanii w 1938 r. Ów związek organiczny posiada wiele pozytywnych dla naszego zdrowia właściwości: tworzy struktury kolagenowe, odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i trawiennego. Jakkolwiek dzięki niskiej cenie, właściwościom smakowym oraz budowie chemicznej glicyna cieszy się dużą popularnością pośród nieuczciwych przedsiębiorców branży suplementacyjnej.

W zależności od bieżącej koniunktury na rynku jeden kilogram glicyny może być przeszło dwa razy tańszy od jednego kilograma koncentratu białka serwatki. Dodatkowo stosunek cenowy poprawia fakt, że glicyna niejako „fałszuje” wyniki badań na obecność białka. Jak wspomniano w poprzednim artykule najpopularniejszą i najtańszą metodą na sprawdzenie zawartości protein w gotowym produkcie jest test na zawartość azotu (na którego podstawie określa się zawartość białka). Dodatek glicyny z racji wysokiej zawartości nitrogenu pozwala uzyskać wynik zawyżony o 80% (innymi słowy dodatek 10 gramów glicyny da wyniki 18 gramów białka).Dodatkowo glicyna charakteryzuje się słodkim smakiem, dzięki czemu odżywka z „glicynową wkładką” staje się jeszcze słodsza.

Co oczywiste dodatek aminokwasu endogennego (czyt. aminokwasu ,który organizm może syntezować sam) znacznie pogarsza biodostępność białka poprzez zmniejszenie ilości pozostałych aminokwasów, zwłaszcza egzogennych (niezbędnych). Co gorsza, większość nieuczciwych producentów nie umieszcza informacji o dodatku glicyny na etykiecie.

Oprócz glicyny, do niedawana, popularnym składnikiem dla praktyk „protein spiking” była tauryna, jednakże rosnący popyt na ten aminokwasy (np. dla produkcji napojów energetycznych) wywindował jej ceny na tyle, że jej dodawanie do odżywek białkowych jest znacznie mniej opłacalne niż dodatek glicyny.

Smak kosztem jakości

Jak wspomniano w powyższym akapicie, poza wysoką zawartością białka, idąc naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, producentom zależy na bardzo dobrym smaku swoich produktów. O ile zdecydowana większość przedsiębiorców, przez wzgląd na złą sławę, zdecydowała o rezygnacji z aspartamu o tyle acesulfam potasowy jest nadal obecny w znacznej części oferty odżywek białkowych. Jego wpływ na ludzki organizm budzi wiele kontrowersji i część z badaczy sugeruje, że może on negatywnie wpływać na szereg funkcji ludzkiego organizmu. Trzeba przyznać, że E950 został dopuszczony do obrotu w produktach spożywczych przez Komisję Europejską, ale należy pamiętać, iż wiele substancji o jednoznacznie potwierdzonej szkodliwości (jak np. uwodornione tłuszcze roślinne) ma niekwestionowany status legalności w krajach Unii Europejskiej.  

Kolejnym surowcem, stosowanym w celu poprawienia wrażeń smakowych (zwłaszcza słodkości) w odżywkach białkowych jest maślanka w proszku. Charakteryzuje się ona bardzo wysoka zawartością laktozy (ok. 65%) co rzecz jasna bardzo niekorzystnie wypływa na zawartość cukrów prostych w produkcie. Najczęściej maślankę w proszku możemy spotkać w odżywkach białkowych, na których etykietach znajdziemy adnotacje „pyszne”, „wyborne”, „delikatny smak”. Oczywiście maślanka jest półproduktem o znacznie niższej cenie niż koncentrat białka serwatkowego. Należy jednak przy tym wszystkim zaznaczyć, iż producenci najczęściej umieszczają informację od dodatku sproszkowanej maślanki na opakowaniu, przez wzgląd na niebezpieczeństwo na jakie naraża ten składnik osoby z nietolerancją laktozy.

Wartości odżywcze – tylko na porcję?

Dość często spotykaną praktyką, jest podawanie wartości odżywczych tylko w przeliczeniu na porcję produktu w sklepach internetowych. O ile prawo wymaga jednoznacznie, że wartości odżywcze dla produktów na opakowaniu powinny być przedstawione dla 100g produktu, o tyle ta regulacja nie dotyczy już sprzedaży odżywek białkowych za pośrednictwem sprzedaży internetowej.

O ile nie można nazwać takiej praktyki „nielegalną” o tyle określenie „etycznie wątpliwa” będzie tu jak najbardziej odpowiednie. Przedstawianie zawartości białka (i innych makroskładników) na porcję produktu wykorzystuje prosty mechanizm psychologiczny jakim jest… naturalna skłonność do lenistwa.

Na przykład producent deklarujący aż „20 gramów białka na porcję” przy gramaturze dawki 30 g daje nam oszałamiający wynik (przy pomnożeniu x3,33) 66,6% białka w 100 gramach produktu. W rzeczywistości otrzymujemy zatem produkt bardziej zbliżony do odżywek typu „bulk”, zazwyczaj z wysoką zawartością cukrów prostych i tłuszczu.


Jak to wszystko zweryfikować?


Nie podlega wątpliwości, iż część z przytoczonych nieuczciwych praktyk jest niezwykle trudna do zweryfikowania (lub niemożliwa) tylko poprzez staranną lekturę etykiety produktu. Oczywiście, wszyscy producenci zachwalają swoje odżywki białkowe poprzez stosowanie epitetów typu „najwyższa jakość”, „super przyswajalność”, „pełnowartościowe białko itd. Jakkolwiek sytuację dodatkowo komplikuje fakt, iż sami właściciele marek bardzo niechętnie sprawdzają jakość kupowanych surowców z powodu stosunkowo wysokich kosztów badań. Mimo to, jako konsumenci, podobnie jak w testach zderzeniowych NCAP samochodów osobowych, powinniśmy żądać dowodów na potwierdzenie tez zawartych w sloganach reklamowych.

Poniżej zamieszczono wzorowe badania z (co ważne!) niezależnych ośrodków, które w sposób niepodważalny potwierdzają wysoką jakość odżywek białkowych:

https://sklep.kfd.pl/img/cms/badanie_wpc_07_2018.jpg

https://sklep.kfd.pl/img/cms/x-whey.png

https://sklep.kfd.pl/aminogram-kfd-wpc.pdf


Podsumowując, przy zakupie odżywki białkowej powinniśmy przede wszystkim kierować dowodami dostarczonymi przez producenta, skrupulatną lekturą etykiety oraz (albo przede wszystkim) zdrowym rozsądkiem.

Komentarze

Zgłoś naruszenie